|
Król Kier znów na wylocie
na motywach powieści Hanny Krall
Strategia przetrwania
Nowy spektakl Studium Teatralnego jest zadziwiająco odmienny od
poprzednich prac Piotra Borowskiego i jego zespołu. Pierwsza, uderzająca
przemiana: tym razem słowo, a dokładniej - opowieść- staje się
dominująca materią przedstawienia. Dynamiczne fizyczne akcje sceniczne
poszczególnych aktorów zostają wyciszone, stłumione. Powstaje nieco inne
aktorstwo niż to, do którego przyzwyczaiło nas Studium (pochwałę
rzemiosła wypada wygłosić już na początku), nakierowane na teatr z
gruntu literacki. Przedstawienie to otwiera, jak się wydaje, nowy
rozdział w twórczości Studium Teatralnego. Epicka historia, opowiadana i
porzucana, odgrywana, komentowana, stanowi budulec spektaklu. Wyciszone
zostało natomiast to, co do tej pory było rdzeniem pracy Studium:
budowanie bardzo dynamicznych akcji fizycznych, opartych na
przekraczających racjonalność, codzienność zachowaniach. Wszystko
przepełnione było wtedy chęcią wzlotu. Teraz akcje ujęte zostają w
prawie realistyczną strukturę, budując prawdopodobne zachowania postaci.
Tylko wyjątkowo, jakby zwolnieni z uwięzi, aktorzy zrywają się do
szaleńczej gonitwy, wyostrzają gesty, wybuchają ekspresją. To trochę
tak, jakby dawna estetyka przedstawień Studium Teatralnego została
wtłoczona w realistyczny styl. Jednak ta dawna technika ciągle wyłania
się z głębi, przekracza konwencje, kryje coś więcej, ogromny naddatek
energii. I to bardzo fascynuje. W głębi aktorstwa istnieje bardzo
żarliwy, żywy splot energii. Wszystko toczy się zwyczajnie, ale
wewnętrzne rozedrganie aktorów stwarza wrażenie, że wciąż tłumiony
impuls wywoła w końcu wybuch. Po raz pierwszy w Studium Teatralnym
nastąpiło też tak silne wychylenie ku jednostce. Poprzednie
przedstawienia – Miasto, Północ, Człowiek i następne przedstawiały w
istocie los wspólny. Nawet, gdy miały indywidualnych bohaterów -
zmierzały ku uogólnieniu, mitom. Teraz nastąpiło zejście ku jednostce,
nawet więcej, ku próbie racjonalizacji losów, bez otwierania ich w
przestrzeń mitu, transcendencji. Być może właśnie dzięki temu spektakl
uzyskał taką precyzję wyrazu. Tadeusz
Kornaś. Didaskalia, nr. 90. Kwiecień 2009.
Inwazja Polaków
Widziałem dwa razy spektakl Studium Teatralnego „Król Kier znów na
wylocie”, naprawdę było to poruszające doświadczenie. Od początku,
kiedy ubrany na czarno aktor rysuje kredą na podłodze pustej sceny gdzie
stoją cztery krzesła i szary stół, do końca, gdy godzina i dwadzieścia
minut później aktorka szepcze po polsku: „w porządku”, spektakl
delikatnie rekonstruuje dramat Żydów podczas drugiej wojny światowej,
koncentrując się na historii Izoldy R., która udaje aryjkę by wyciągnąć
męża z obozu. Ta historia jest jednak punktem wyjścia do głębszej
refleksji nad absurdami natury ludzkiej, jej fascynacją unicestwianiem
drugiego, lubowaniem się w torturach i poniżaniu. „Była rodzina”,
tymi słowami jeden ze czterech aktorów zaczyna opowiadać historię.
Rodzina, rzecz jasna, rozpada się w obliczu nazistowskiego koszmaru.
Historia nie jest opowiedziana w sposób realistyczny ani psychologiczny.
Łącząc teatr epicki z alegorycznym reżyser Piotr Borowski, zbudował
zwarte przedstawienie, w którym aktorzy w nieustannym wewnętrznym
napięciu i w ciągłym ruchu próbują ocalić z katastrofy czasu historię,
która nie może nigdy być zapomniana. Dramat Żydów polskich był
opowiedziany w kinie i w literaturze wiele razy. Pierwsza rzecz, która
przychodzi mi na myśl to wstrząsający film Romana Polańskiego
„Pianista”. „Król Kier znów na wylocie” jest natomiast spektaklem z
elementami głęboko teatralnymi; z pustą przestrzenią i kilkoma
przedmiotami koncentruje się na intensywności gry aktorskiej, a całość
opiera się na ścieżce dźwiękowej (w tym przypadku prawie filmowej),
która obecna jest niemal cały czas. W teatrze zachodnim czasy
poprzedzające nazistowskie holokaust były szkicowane w trzydziestu
mistrzowskich pociągnięciach Bertolta Brechta w jego mozaice horrorów
zatytułowanej Strach i nędza III Rzeszy. Można by powiedzieć, że „Król
Kier znów na wylocie” jest anegdotą, która przedłuża się w czasie, tak
jakby jeden ze skeczy Brechta rozwijał się do ostatnich
konsekwencji. Dlatego spektakl Polaków nie jest fragmentem ani
epizodem, przeciwnie, jest wielkim freskiem, który opowiada wieloletnią
historię z dużymi skokami chronologicznymi, z wielopoziomową narracją i
z około dwudziestoma postaciami granymi przez czterech bezbłędnych
aktorów.
Sandro Romero Rey. Bogota, Kolumbia – vive.in, czerwiec 2009
|